Bogactwo z wyboru

Opróżniam szafy. Porządkuję naszą przestrzeń. Porzucam kompulsywne zakupy. Jadam mniej, ale zdrowiej. Zajęłam się swoim umysłem i wnętrzem. Żyję skromniej, ale wzbogacam swoją egzystencję. Wbrew współczesnemu konsumpcjonizmowi. Takie podejście pasuje mi jak ulał. To styl życia, który jest spójny z zasadą: „Mniej znaczy więcej” i to rozlewa się na wszelkie moje aktywności – od spraw materialnych po duchowe.
Często jestem pytana: "Czy to z oszczędności, bo galopuje inflacja?" 

Nie. Wysoka inflacja tylko dostarcza kolejnych korzyści dla takiego podejścia. Ale jak lubisz liczyć, to skutki zobaczysz szybko w budżecie domowym, a przede wszystkim – co dla mnie jest bezcenne – w dostępności Twojego czasu. Ja tracę go teraz mniej, by więcej i lepiej z niego korzystać.
Wracając jednak do finansów, bo to obszar, który szczególnie lubię rozprawiać. 

Czy obliczałaś/eś już kiedyś (dla zabawy), ile pieniędzy przeszło przez Twoje ręce od dnia, w którym otrzymałeś pierwszą wypłatę? A ile masz ich dziś?

Spokojnie, ja też nie znam tej cyfry, ale i też przyznaję, że wydawałam zbyt wiele na rzeczy bezużyteczne, albo dla przyjemności trwającej chwilę. Dziś wiem, że rujnują nas nie duże, przemyślane inwestycje, ale małe, dawno już zapomniane zachcianki. 
Każdy sam może powiedzieć, co dają mu pieniądze i czym są w jego oczach. Cudownie uwypuklają to dzieci. Dla mnie pieniądz ma związek ze wszystkim, ale dla dzieci nie. To dzięki obserwowaniu dzieci na tym polu widzę, że to my dorośli pozwalamy na to, by pieniądz był siłą, która kształtuje nasze życie i „podpowiada” wybory. 
Lubię oszczędzanie, bo postrzegam je w nieco innych kategoriach niż większość ludzi – a to też za sprawą dzieci, które otworzyły mi oczy. Oszczędzam po to, by móc mniej pracować, a nie po to by wydawać. Oszczędzanie to przede wszystkim eliminacja zachcianek. Gdy mniej chcę – kolejnego sweterka, cudownej maseczki na zmarszczki, a dzieci entego miśka – mniej potrzebuję pieniędzy i zyskuję więcej czasu dla swoich najbliższych. Koło się zamyka, a ja zdobywam też bardziej pozytywne nastawienie do życia i jestem szczęśliwsza. Dlaczego tak się dzieje?
Bo ceną, jaką płacimy za rzeczy jest bałagan. Jest życie wśród ich mnóstwa, których nie potrzebujemy 
i o których zapominamy, aż do chwili gdy zostaną wyjęte z głębi szafy. Namawiam, opróżniajmy szafy 😊. 
Kochani, zbliża się szczególny czas w roku – ADWENT. W tym roku postanowiłam, że na ten czas zniknę z przestrzeni social media. Ponieważ jednak przez cały rok, byłam dość aktywna 😊, to postanowiłam dać znać, że od najbliższej niedzieli znikam aż do Świąt Bożego Narodzenia. 
Jakby ktoś się szczególnie martwił, to oczywiście zapraszam do kontaktu telefonicznego.
Ja też planuję odezwać się do większości z Was, bo chcę zmniejszyć objętość mojej książki adresowej w telefonie – mniej znaczy więcej - a i pewnie niektóre numery, które mam są już nieaktualne. 
Mam też zatem, poza szafą, dodatkowy cel do uporządkowania.
Z kim jednak się nie usłyszę, nie zobaczę, a zdołał doczytać do końca, to składam już dziś – najwyżej będę pierwsza w tym roku – RADOSNYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA!

Ania

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.